Kończę z tym blogiem.
Miło było.
Dziękuję Wam < 33
Miło było.
Dziękuję Wam < 33
Tagi:
ogłoszenie.
11.10.2011 o godz. 20:45
komentuj (0)
***22 grudnia.***
Zbliża się Boże Narodzenie. Już prawie tydzień chodzę do tej szkoły. Z pozoru takiej doskonałej. Po raz kolejny przekonałam się, że ulotki i ludzie są kłamliwi. Szczerze znienawidziłam tę szkołę. Pani dyrektor obiecała mi tyle,a tym czasem zniknęła pozostawiając mnie samej sobie. Nikogo tu nie znam. Moim jednym wsparciem w tej szkole jest pan Gler- uczy polskiego. Przesiaduję z nim każdą możliwą przerwę. Rozmawiamy o życiu, zdarza mi się mówić mu swoje sekrety, ale wiem, że zostawia je dla siebie.
- Co pan dziś taki zabiegany ? - spytałam pewnego dnia nauczyciela polskiego.
- Znów mamy nowego ucznia, muszę go oprowadzić o szkole.
- Nowy ? Naprawdę ? Kto to taki ? - zapytałam z zaciekawieniem. Może w końcu nie będę sama.
- Łukasz o ile dobrze pamiętam. Tak, Łukasz White.
- Że co proszę ?! White ?!- Więc ma na imię Łukasz. To nazwisko nie dawało mi spokoju. Chodziło za mną.
"Może tym razem to on" - pomyślałam.
- A czy to ja mogę to zrobić ? - zapytałam.
- Oprowadzić go ?
- Tak. - pan Gler chwilę się zastanowił i ruchem głowy dał mi pozwolenie.
- Powinien już czekać przy wejściu.- powiedział i zniknął w tłumie uczniów.
Za to ja jak nigdy uradowana popędziłam do drzwi zatrzymując się tuż przed nimi. Zobaczyłam go. Jego włosy znów ułożone w nieładzie wirowały na wietrze. Był ubrany w kurtkę w kratkę. Jak zwykle był obrócony plecami do mnie. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi.
- Cześć - wypaliłam. Dostrzegłam jego niebieskie oczy. Chyba nigdy nie przestaną na mnie działać w ten sposób. Nie mogłam oderwać od niego spojrzenia.
- Czeeść. - powiedział chłopak niepewnie.
- Jestem Klara. - podałam mu rękę.
- A ja Łukasz ,raczej się nie znamy prawda ?-zapytał.
- Nie kojarzysz mnie ? Pokazałam mu mój naszyjnik ,który mi ostatnio przekazał i zaśpiewałam ciszo : You're beautiful. You're beautiful. - rumieniąc się przy tym.
- Więc to Ty. -oboje nie wiedzieliśmy co powiedzieć - Chodzisz tu do szkoły ?
- Tak, od jakiegoś tygodnia. I mam za zadanie oprowadzić Cię po szkole. Miło mi, że chociaż Ty będziesz tu dla mnie kimś znanym. Jestem chyba jedyną osobą w tej szkole, która nie ma z kim pogadać. -zaczęłam mu się zwierzać. Nawet nie wiem kiedy. Przychodziło mi to tak po prostu. Chciałam, żeby znał moje życie od początku do końca, żeby dzielił ze mną wszystkie radości i smutni. Żeby ze mną był już zawsze.
- Chodzę do I liceum, a Ty do której teraz pójdziesz ? - zapytałam po niewielkiej przerwie.
- Do III. - odpowiedział dumnie.
- Zmieniasz szkołę tylko na jeden rok ?
- To nie tak. Moi rodzice się często przeprowadzają. Od dawna nie mieszałem nigdzie więcej niż jedną klasę. Tym razem ma być inaczej. Jeżeli zdam maturę zostanę tu. Czyli nadal będziemy sąsiadami.
"Oby nie tylko sąsiadami" - pomyślałam w duchu.
- Cieszę się. Przed Tobą dużo nauki. Ta szkoła jest wymagająca. - uśmiechnęłam się smutno.
- Jestem na to przygotowany.
Dotarliśmy do końca korytarza.
- Więc tam jest Twoja klasa - pokazałam palcem.
- Dziękuję za wszystko. - uśmiechnął się i odszedł.
A miałam nadzieję ,że właśnie dziś się coś zmieni. Że dziś spędzimy ze sobą większość czasu. Poznamy się i sprawię, że odwzajemni moje uczucie. Zrezygnowanym krokiem zaczęłam podążać w stronę mojej klasy ,gdy usłyszałam :
- Klara ! - krzyczał ktoś z końca korytarza. Obróciłam się a za mną biegł Łukasz wymachując rękami.
- Już dawno chciałem Cię o to zapytać, bo wiesz zawsze nie było okazji. A jeżeli się natrafiała to było strasznie niezręcznie. Więc właśnie dziś chce Cie zapytać : Umówisz się ze mną ? - spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami i ujrzałam w nich to czego do tej pory nie widziałam. Szczere uczucie. On też mnie kochał, pozwolił swoim uczuciom opuścić serce ,dał dojrzeć im światło dzienne.
- Tak ! - mocno go przytuliłam. Ale od razu odepchnęłam.
- Przepraszam, to z radości - wytłumaczyłam się.
- Ach, tak. Rozumiem. Więc o 18 po Ciebie przyjdę dobrze ?
- Oczywiście. Będę gotowa.
Tym razem idąc do klasy miałam największy uśmiech na twarzy jaki ktokolwiek miał na tej planecie. Dzisiejszy dzień zaliczy się do najlepszych w moim życiu !
___________________________________________________________
Po dłuuuuugiej przerwie mamy następny rozdział.
Prosiłabym o więcej komentarzy.
Bo Was to nic nie kosztuje ,a ja kocham kiedy ktoś docenia to co robię.
Więc proszę wywołajcie uśmiech na mojej twarzy, w końcu piszę dla Was.
Zbliża się Boże Narodzenie. Już prawie tydzień chodzę do tej szkoły. Z pozoru takiej doskonałej. Po raz kolejny przekonałam się, że ulotki i ludzie są kłamliwi. Szczerze znienawidziłam tę szkołę. Pani dyrektor obiecała mi tyle,a tym czasem zniknęła pozostawiając mnie samej sobie. Nikogo tu nie znam. Moim jednym wsparciem w tej szkole jest pan Gler- uczy polskiego. Przesiaduję z nim każdą możliwą przerwę. Rozmawiamy o życiu, zdarza mi się mówić mu swoje sekrety, ale wiem, że zostawia je dla siebie.
- Co pan dziś taki zabiegany ? - spytałam pewnego dnia nauczyciela polskiego.
- Znów mamy nowego ucznia, muszę go oprowadzić o szkole.
- Nowy ? Naprawdę ? Kto to taki ? - zapytałam z zaciekawieniem. Może w końcu nie będę sama.
- Łukasz o ile dobrze pamiętam. Tak, Łukasz White.
- Że co proszę ?! White ?!- Więc ma na imię Łukasz. To nazwisko nie dawało mi spokoju. Chodziło za mną.
"Może tym razem to on" - pomyślałam.
- A czy to ja mogę to zrobić ? - zapytałam.
- Oprowadzić go ?
- Tak. - pan Gler chwilę się zastanowił i ruchem głowy dał mi pozwolenie.
- Powinien już czekać przy wejściu.- powiedział i zniknął w tłumie uczniów.
Za to ja jak nigdy uradowana popędziłam do drzwi zatrzymując się tuż przed nimi. Zobaczyłam go. Jego włosy znów ułożone w nieładzie wirowały na wietrze. Był ubrany w kurtkę w kratkę. Jak zwykle był obrócony plecami do mnie. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi.
- Cześć - wypaliłam. Dostrzegłam jego niebieskie oczy. Chyba nigdy nie przestaną na mnie działać w ten sposób. Nie mogłam oderwać od niego spojrzenia.
- Czeeść. - powiedział chłopak niepewnie.
- Jestem Klara. - podałam mu rękę.
- A ja Łukasz ,raczej się nie znamy prawda ?-zapytał.
- Nie kojarzysz mnie ? Pokazałam mu mój naszyjnik ,który mi ostatnio przekazał i zaśpiewałam ciszo : You're beautiful. You're beautiful. - rumieniąc się przy tym.
- Więc to Ty. -oboje nie wiedzieliśmy co powiedzieć - Chodzisz tu do szkoły ?
- Tak, od jakiegoś tygodnia. I mam za zadanie oprowadzić Cię po szkole. Miło mi, że chociaż Ty będziesz tu dla mnie kimś znanym. Jestem chyba jedyną osobą w tej szkole, która nie ma z kim pogadać. -zaczęłam mu się zwierzać. Nawet nie wiem kiedy. Przychodziło mi to tak po prostu. Chciałam, żeby znał moje życie od początku do końca, żeby dzielił ze mną wszystkie radości i smutni. Żeby ze mną był już zawsze.
- Chodzę do I liceum, a Ty do której teraz pójdziesz ? - zapytałam po niewielkiej przerwie.
- Do III. - odpowiedział dumnie.
- Zmieniasz szkołę tylko na jeden rok ?
- To nie tak. Moi rodzice się często przeprowadzają. Od dawna nie mieszałem nigdzie więcej niż jedną klasę. Tym razem ma być inaczej. Jeżeli zdam maturę zostanę tu. Czyli nadal będziemy sąsiadami.
"Oby nie tylko sąsiadami" - pomyślałam w duchu.
- Cieszę się. Przed Tobą dużo nauki. Ta szkoła jest wymagająca. - uśmiechnęłam się smutno.
- Jestem na to przygotowany.
Dotarliśmy do końca korytarza.
- Więc tam jest Twoja klasa - pokazałam palcem.
- Dziękuję za wszystko. - uśmiechnął się i odszedł.
A miałam nadzieję ,że właśnie dziś się coś zmieni. Że dziś spędzimy ze sobą większość czasu. Poznamy się i sprawię, że odwzajemni moje uczucie. Zrezygnowanym krokiem zaczęłam podążać w stronę mojej klasy ,gdy usłyszałam :
- Klara ! - krzyczał ktoś z końca korytarza. Obróciłam się a za mną biegł Łukasz wymachując rękami.
- Już dawno chciałem Cię o to zapytać, bo wiesz zawsze nie było okazji. A jeżeli się natrafiała to było strasznie niezręcznie. Więc właśnie dziś chce Cie zapytać : Umówisz się ze mną ? - spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami i ujrzałam w nich to czego do tej pory nie widziałam. Szczere uczucie. On też mnie kochał, pozwolił swoim uczuciom opuścić serce ,dał dojrzeć im światło dzienne.
- Tak ! - mocno go przytuliłam. Ale od razu odepchnęłam.
- Przepraszam, to z radości - wytłumaczyłam się.
- Ach, tak. Rozumiem. Więc o 18 po Ciebie przyjdę dobrze ?
- Oczywiście. Będę gotowa.
Tym razem idąc do klasy miałam największy uśmiech na twarzy jaki ktokolwiek miał na tej planecie. Dzisiejszy dzień zaliczy się do najlepszych w moim życiu !
___________________________________________________________
Po dłuuuuugiej przerwie mamy następny rozdział.
Prosiłabym o więcej komentarzy.
Bo Was to nic nie kosztuje ,a ja kocham kiedy ktoś docenia to co robię.
Więc proszę wywołajcie uśmiech na mojej twarzy, w końcu piszę dla Was.
Tagi:
opowiadanie.
Kiedy się obudziłam w pokoju było ciemno. Całkiem jak w nocy. Różnica polegała na tym ,że to był dzień. Jednak miałabym z tym problem gdyby nie mój zegarek. Niebo było ciemne ,a ulice znów pokrywał śnieg ,tony śniegu. Od razu wróciły wspomnienia. Bitwy na śnieżki z czasów podstawówki. Uśmiechnięte twarze dzieci ,biegających dookoła bałwana. To takie piękne ,kiedy nie wiedziałam jak trudne może być życie. Moimi problemami były tylko jak się dziś ubrać i jaką kredką pokolorować świat. Na dzień dzisiejszy mój świat nabiera barw. Dzięki jednemu człowiekowi ,który mnie nie zna ,a ja do niego pałam miłością. Jak na razie mogłam to nazwać nieszczęśliwą miłością - moją miłością.
*** 9 grudnia ***
Całe dnie rozmyślałam. Nie mogę znaleźć sobie miejsca w domu. Najchętniej bym wyjechała stąd i zapomniała o wszystkim. Wróciła do szarej rzeczywistości. I znów byłabym tą Klarą ,którą znają wszyscy z wiecznego uśmiechu. Teraz coś się zmieniło ,jakbym znalazła sens. Ciągłe uśmiechanie zastąpiło smutną twarz dziewczyny o ślicznych oczach. Już nie było widać tego błysku w moich oczach. Były puste jak oczy lalki ,którą nie chciałam być. Bez wzajemna miłość zabrała mi blask życia. Jak teraz mam siebie odnaleźć bez niego ?
*** tydzień później ***
Ten tydzień minął mi zadziwiająco powoli. Każda godzina stawała się udręką serca. Każdy dzień był nie do zniesienia. Ciocia poważnie się o mnie martwiła ,ale wierzyła ,że sobie poradzę z bólem. Ja już nie mam nadziei ,że moje agonie się skończą ! I to wszystko przez te niebieskie oczy, które zawirowały mój świat !
Miałam skrytą nadzieję ,że kiedy stanę w murach szkoły marzeń moje troski i kłopoty ulotnią się na kilka godzin. Dziś miałam się spotkać odnośnie mojego przyjęcia do szkoły. Od rana byłam zabiegana. Krzątałam się po swoim pokoju nie wiedząc czego szukam. Ubrałam się w czarne spodnie, bluzkę i sweterek na to. Oczywiście kurtka ,czapka ,kozaki i Bóg wie jeszcze co ,aby nie było mi zimno. Zabrałam ze sobą wszystkie potrzebne według mnie dokumenty i pobiegłam na przystanek autobusowy. Nie czekałam długo ,bo przybiegłam na ostatnią chwilę. Skasowałam wcześniej kupiony bilet i usiadłam na jednym z krzeseł. Nie oglądałam się zbytnio za siebie. Jeszcze mi brakowało rozpraszania się ,a zdawałam sobie sprawę z tego w jakim stanie jest moje serce i umysł. Ludzie wsiadali i wysiadali. Wiedziałam to przez co chwilę słyszany szum, pisk i krzyki. Czułam jak w autobusie robi się coraz duszniej ,ale ja właśnie wychodziłam. Zeszłam po schodkach i znalazłam obok parku ,który poprzedzał wielki budynek skryty za drzewami. Był on koloru oliwkowego ,miał białe okna. Wyglądał na bardzo nowoczesny. Szybkim krokiem przemierzałam park i znalazłam się u wielkich, szklanych drzwi. Nieśmiało weszłam przez nie i uderzyła we mnie fala gorąca ,nie to co było na dworze. Pośpiesznie zdjęłam czapkę i szukałam sekretariatu. Dowiedziałam się ,że znajdował się na drugim piętrze. Zapukałam i otworzyłam drzwi.
- Dzień Dobry.
- Dzień Dobry - odpowiedziała jakaś urocza pani.
- Byłam umówiona na rozmowę w sprawie przyjęcia mnie do szkoły.
- Tak ,tak. Pamiętam. Klara Maćkowiak ?
- Tak to ja.
- Pani dyrektor czeka na Ciebie.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się miło i znów zniknęłam za drzwiami ,tym razem szukając gabinetu dyrektorki.
Sytuacja się powtórzyła ,zapukałam ,usłyszałam ciche "Proszę" i otworzyłam drzwi.
- Dzień Dobry ,jestem Klara. - powiedziałam.
- Dzień Dobry, witaj Klaro. Czekałam na Ciebie. Usiądź proszę. Nazywam się Anna Łuczyk i jestem dyrektorem szkoły marzeń. Rozumiem ,że chciałabyś się zapisać ?
- Tak.
- Powiedź mi dlaczego chcesz dołączyć do grona właśnie tych uczniów ,we Warszawie jest tyle szkół.
Dosyć długo zastanawiałam się nad odpowiedzią, nie mogłam jej powiedzieć ,że chcę jak najszybciej się ustatkować na dłuższy czas we Warszawie ,aby nie tracić z oczy mojego ideału. W końcu zebrałam myśli i odpowiedziałam :
- Przez długi czas szukałam szkoły ,która by mi odpowiadała. Znalazłam ulotkę tej szkoły. Wybory zajęć ,pokazywanie swoich umiejętności. Zaskoczyło mnie ,że liceum oferuje takie coś.
- W czym jesteś dobra ?
- Od dziecka gram na pianinie, lecz od kiedy przeprowadziłam się do cioci nie grałam z powodu braku tego instrumentu. Chodziłam na lekcje śpiewu i według mojej nauczycielki byłam całkiem dobra ,zdobyłam parę nagród. Zajęcia sportowe też przyciągają moją uwagę. Uwielbiam grać w koszykówkę. W poprzedniej szkole utworzyłam drużynę damską ,która dwa razy z rzędu wygrała z chłopakami. Co do plastyki ,lubię szkicować krajobrazy.
Pani Anna słuchała mnie z niedowierzaniem.
- Jeżeli to wszystko co potrafisz ma świadczyć o przyjęciu Cię do szkoły to już jesteś ,ale potrzebuję też sprawdzić Twoje wyniki w nauce.
- Tutaj proszę . -podałam jej teczkę z moimi wynikami.
- Najwyższa średnia w gimnazjum. Najlepiej napisane testy. Gratulację.
- Dziękuję. - powiedziałam krótko. Już wiele razy słyszałam to słowo.
- Myślę ,że pozostają nam tylko papiery do podpisana przez Twojego opiekuna.
- Teraz jestem pod opieką cioci.
- Więc musisz się z nią tu stawić.
- Dobrze. Jak tylko będziemy mogły.
- Dziękuję ,że do nas przyszłaś. - powiedziała z uśmiechem.
- Ja też i do widzenia. - wyszłam.
Znów leżę w domu. Sama ,całkiem sama. Wuja w garażu ,a ciocia na zakupach. Moja głowa staje się jakąś pustynią. Nie mam już nawet tematów do rozmyśleń. Jego oczy przyćmiły moją rzeczywistość ...
___________________________________________________________
Wiem, że długo czekaliście na ten rozdział ,ale też mam wakacje :D
< 333
Rozdział mi się podoba ,włożyłam w niego wiele serca ! : ]
A jak Wam się podoba ?
< 33
*** 9 grudnia ***
Całe dnie rozmyślałam. Nie mogę znaleźć sobie miejsca w domu. Najchętniej bym wyjechała stąd i zapomniała o wszystkim. Wróciła do szarej rzeczywistości. I znów byłabym tą Klarą ,którą znają wszyscy z wiecznego uśmiechu. Teraz coś się zmieniło ,jakbym znalazła sens. Ciągłe uśmiechanie zastąpiło smutną twarz dziewczyny o ślicznych oczach. Już nie było widać tego błysku w moich oczach. Były puste jak oczy lalki ,którą nie chciałam być. Bez wzajemna miłość zabrała mi blask życia. Jak teraz mam siebie odnaleźć bez niego ?
*** tydzień później ***
Ten tydzień minął mi zadziwiająco powoli. Każda godzina stawała się udręką serca. Każdy dzień był nie do zniesienia. Ciocia poważnie się o mnie martwiła ,ale wierzyła ,że sobie poradzę z bólem. Ja już nie mam nadziei ,że moje agonie się skończą ! I to wszystko przez te niebieskie oczy, które zawirowały mój świat !
Miałam skrytą nadzieję ,że kiedy stanę w murach szkoły marzeń moje troski i kłopoty ulotnią się na kilka godzin. Dziś miałam się spotkać odnośnie mojego przyjęcia do szkoły. Od rana byłam zabiegana. Krzątałam się po swoim pokoju nie wiedząc czego szukam. Ubrałam się w czarne spodnie, bluzkę i sweterek na to. Oczywiście kurtka ,czapka ,kozaki i Bóg wie jeszcze co ,aby nie było mi zimno. Zabrałam ze sobą wszystkie potrzebne według mnie dokumenty i pobiegłam na przystanek autobusowy. Nie czekałam długo ,bo przybiegłam na ostatnią chwilę. Skasowałam wcześniej kupiony bilet i usiadłam na jednym z krzeseł. Nie oglądałam się zbytnio za siebie. Jeszcze mi brakowało rozpraszania się ,a zdawałam sobie sprawę z tego w jakim stanie jest moje serce i umysł. Ludzie wsiadali i wysiadali. Wiedziałam to przez co chwilę słyszany szum, pisk i krzyki. Czułam jak w autobusie robi się coraz duszniej ,ale ja właśnie wychodziłam. Zeszłam po schodkach i znalazłam obok parku ,który poprzedzał wielki budynek skryty za drzewami. Był on koloru oliwkowego ,miał białe okna. Wyglądał na bardzo nowoczesny. Szybkim krokiem przemierzałam park i znalazłam się u wielkich, szklanych drzwi. Nieśmiało weszłam przez nie i uderzyła we mnie fala gorąca ,nie to co było na dworze. Pośpiesznie zdjęłam czapkę i szukałam sekretariatu. Dowiedziałam się ,że znajdował się na drugim piętrze. Zapukałam i otworzyłam drzwi.
- Dzień Dobry.
- Dzień Dobry - odpowiedziała jakaś urocza pani.
- Byłam umówiona na rozmowę w sprawie przyjęcia mnie do szkoły.
- Tak ,tak. Pamiętam. Klara Maćkowiak ?
- Tak to ja.
- Pani dyrektor czeka na Ciebie.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się miło i znów zniknęłam za drzwiami ,tym razem szukając gabinetu dyrektorki.
Sytuacja się powtórzyła ,zapukałam ,usłyszałam ciche "Proszę" i otworzyłam drzwi.
- Dzień Dobry ,jestem Klara. - powiedziałam.
- Dzień Dobry, witaj Klaro. Czekałam na Ciebie. Usiądź proszę. Nazywam się Anna Łuczyk i jestem dyrektorem szkoły marzeń. Rozumiem ,że chciałabyś się zapisać ?
- Tak.
- Powiedź mi dlaczego chcesz dołączyć do grona właśnie tych uczniów ,we Warszawie jest tyle szkół.
Dosyć długo zastanawiałam się nad odpowiedzią, nie mogłam jej powiedzieć ,że chcę jak najszybciej się ustatkować na dłuższy czas we Warszawie ,aby nie tracić z oczy mojego ideału. W końcu zebrałam myśli i odpowiedziałam :
- Przez długi czas szukałam szkoły ,która by mi odpowiadała. Znalazłam ulotkę tej szkoły. Wybory zajęć ,pokazywanie swoich umiejętności. Zaskoczyło mnie ,że liceum oferuje takie coś.
- W czym jesteś dobra ?
- Od dziecka gram na pianinie, lecz od kiedy przeprowadziłam się do cioci nie grałam z powodu braku tego instrumentu. Chodziłam na lekcje śpiewu i według mojej nauczycielki byłam całkiem dobra ,zdobyłam parę nagród. Zajęcia sportowe też przyciągają moją uwagę. Uwielbiam grać w koszykówkę. W poprzedniej szkole utworzyłam drużynę damską ,która dwa razy z rzędu wygrała z chłopakami. Co do plastyki ,lubię szkicować krajobrazy.
Pani Anna słuchała mnie z niedowierzaniem.
- Jeżeli to wszystko co potrafisz ma świadczyć o przyjęciu Cię do szkoły to już jesteś ,ale potrzebuję też sprawdzić Twoje wyniki w nauce.
- Tutaj proszę . -podałam jej teczkę z moimi wynikami.
- Najwyższa średnia w gimnazjum. Najlepiej napisane testy. Gratulację.
- Dziękuję. - powiedziałam krótko. Już wiele razy słyszałam to słowo.
- Myślę ,że pozostają nam tylko papiery do podpisana przez Twojego opiekuna.
- Teraz jestem pod opieką cioci.
- Więc musisz się z nią tu stawić.
- Dobrze. Jak tylko będziemy mogły.
- Dziękuję ,że do nas przyszłaś. - powiedziała z uśmiechem.
- Ja też i do widzenia. - wyszłam.
Znów leżę w domu. Sama ,całkiem sama. Wuja w garażu ,a ciocia na zakupach. Moja głowa staje się jakąś pustynią. Nie mam już nawet tematów do rozmyśleń. Jego oczy przyćmiły moją rzeczywistość ...
___________________________________________________________
Wiem, że długo czekaliście na ten rozdział ,ale też mam wakacje :D
< 333
Rozdział mi się podoba ,włożyłam w niego wiele serca ! : ]
A jak Wam się podoba ?
< 33
Tagi:
opowiadanie.
Całą noc płakałam. Może to dlatego ,że moje serce było w rozsypce przez chłopaka ,który mnie nie kocha a ja wyobrażam sobie niestworzone historie naszego wspólnego życia. Moje emocje były czymś strasznym ,chodziłam rozdrażniona. Cała naładowana energią ,żeby wybuchnąć. Myślałam o tym jakby to było gdybym spróbowała Majki. Człowiek dzięki niej nic nie czuje, ale się uzależnia. Szybko wybiłam sobie ten pomysł z głowy. Bałam się następnym dni, bałam się tego ,że będę musiała wrócić do mojego domu. Zostawię Warszawę ,chyba ,że będę się tu uczyć.
Dzisiejszy dzień nie należał do najlepszych. Pogoda była okropna. Ciągłe padał deszcz z przerwami. Nie mogłam znieść sobie miejsca. Totalna bezradność. Z tego wszystkiego a właściwie niczego postanowiłam posprzątać mój pokój. Wszystkie książki równiutko ułożyłam na regałach. Pościeliłam łóżko ,ułożyłam w szafie. Przy moim porządkowaniu znalazłam numer Szkoły Marzeń. Sama nie wiedziałam czy zadzwonić ,czy może odpuścić sobie. I od razu myśl cioci : Do odważnych świat należy ! Nie czekałam długo ,chwyciłam telefon i zadzwoniłam. Rozmowa między mną a jedną z pań sekretarek nie kleiła się. Jakby w ogóle nie była chętna do tego ,aby zyskać nową uczennicę. Na końcu połączyła mnie z dyrektorką i ustaliłam ,że mam do niej przyjść w następnym tygodniu. Poczułam radość ,dziś był 7 grudnia. Na rozmowę miałam się umówić.
Przez resztę dnia nie działo się absolutnie nic. Przez okno dobiegały chyba wszystkie odgłosy -klakson, przechodnie, koty, psy. Cały dzień przeleżałam bezczynnie leżąc na łóżku. Zaczęłam się zastanawiać jak to jest, że nie znałam nikogo w tej szkole a zadzwoniłam. Chłopak ,który mi się podoba mieszka obok a ja nie mam odwagi by do niego pójść. Rozpłakałam się na myśl mojej bezsilności. To coś najgorszego na świecie - kiedy chcesz a nie możesz.
Wróciła ciocia. Postanowiłam się przed nią otworzyć i tak nie mam koleżanek ,ale po drodze wpadł mi pomysł ,aby iść na miasto. Ano tak ! Przecież to niemożliwe ,pada.
- Ciociuu ,możemy pogadać ? - zapytałam niepewnie..
- Tak kochanie ,o co chodzi ? -zapytała z czułością w głosie. Bardzo lubiłam to w ciociu, pomogła mi w wielu problemach ,ale za każdym razem znów bałam się otworzyć.
- Widzisz ... - wzięłam oddech, ciocia spojrzała na mnie- zakochałam się. - powiedziałam z rezygnacją.
- Wiem o tym mała.
- Wiesz ? Skąd ?
- Widzę to w twoich oczach, ciągła tęsknota za człowiekiem ,którego nie znasz. Znam to. - uśmiechnęła się lekko.
- Opowiesz mi jak to było z Tobą i wujem ?
- Jeżeli tylko chcesz. - i ciocia zaczęła swoją długą opowieść.
Znów leżę na swoim łóżku analizując historię miłości cioci i wuja. Zaczęło się od wylania na wujka kefiru. Potem były przypadkowe spotkania i pierwsze pytanie o randkę.
Mogę porównać historię cioci do mojej. Najpierw prawie na mnie nie wjechał, spotkaliśmy się ,potem miał mój naszyjnik i mieszka obok. To bardzo prawdopodobne ,że znalazłam miłość życia ,a mój królewicz nie wie co tak naprawdę się dzieje. Miałam ochotę spojrzeć na niebo i krzyknąć : Przecież ja go kocham, spraw ,żeby mnie zauważył ! Wtedy ludzie uznaliby mnie za niezłą wariatkę. Zatonęłam w myślach o miłości. Widziałam nas idących przez park ,trzymających się za rękę, powiedziałam coś głupiego ,a on nazwał mnie swoim głuptasem, przytulił mocno i powiedział ,że kocha. Czy ta sytuacja byłaby spełnieniem moich marzeń ? To oczywiste ,że tak ,ale marzenia to marzenia. Ja wierzę w ich spełniane i tak szybko nie przestanę ...
___________________________________________________________
Powoli zbliżamy się do rozstrzygnięcia spotkania dwóch serc bijących w jednym rytmie.
Czy uda im się odnaleźć w codzienności ?
Dzisiejszy dzień nie należał do najlepszych. Pogoda była okropna. Ciągłe padał deszcz z przerwami. Nie mogłam znieść sobie miejsca. Totalna bezradność. Z tego wszystkiego a właściwie niczego postanowiłam posprzątać mój pokój. Wszystkie książki równiutko ułożyłam na regałach. Pościeliłam łóżko ,ułożyłam w szafie. Przy moim porządkowaniu znalazłam numer Szkoły Marzeń. Sama nie wiedziałam czy zadzwonić ,czy może odpuścić sobie. I od razu myśl cioci : Do odważnych świat należy ! Nie czekałam długo ,chwyciłam telefon i zadzwoniłam. Rozmowa między mną a jedną z pań sekretarek nie kleiła się. Jakby w ogóle nie była chętna do tego ,aby zyskać nową uczennicę. Na końcu połączyła mnie z dyrektorką i ustaliłam ,że mam do niej przyjść w następnym tygodniu. Poczułam radość ,dziś był 7 grudnia. Na rozmowę miałam się umówić.
Przez resztę dnia nie działo się absolutnie nic. Przez okno dobiegały chyba wszystkie odgłosy -klakson, przechodnie, koty, psy. Cały dzień przeleżałam bezczynnie leżąc na łóżku. Zaczęłam się zastanawiać jak to jest, że nie znałam nikogo w tej szkole a zadzwoniłam. Chłopak ,który mi się podoba mieszka obok a ja nie mam odwagi by do niego pójść. Rozpłakałam się na myśl mojej bezsilności. To coś najgorszego na świecie - kiedy chcesz a nie możesz.
Wróciła ciocia. Postanowiłam się przed nią otworzyć i tak nie mam koleżanek ,ale po drodze wpadł mi pomysł ,aby iść na miasto. Ano tak ! Przecież to niemożliwe ,pada.
- Ciociuu ,możemy pogadać ? - zapytałam niepewnie..
- Tak kochanie ,o co chodzi ? -zapytała z czułością w głosie. Bardzo lubiłam to w ciociu, pomogła mi w wielu problemach ,ale za każdym razem znów bałam się otworzyć.
- Widzisz ... - wzięłam oddech, ciocia spojrzała na mnie- zakochałam się. - powiedziałam z rezygnacją.
- Wiem o tym mała.
- Wiesz ? Skąd ?
- Widzę to w twoich oczach, ciągła tęsknota za człowiekiem ,którego nie znasz. Znam to. - uśmiechnęła się lekko.
- Opowiesz mi jak to było z Tobą i wujem ?
- Jeżeli tylko chcesz. - i ciocia zaczęła swoją długą opowieść.
Znów leżę na swoim łóżku analizując historię miłości cioci i wuja. Zaczęło się od wylania na wujka kefiru. Potem były przypadkowe spotkania i pierwsze pytanie o randkę.
Mogę porównać historię cioci do mojej. Najpierw prawie na mnie nie wjechał, spotkaliśmy się ,potem miał mój naszyjnik i mieszka obok. To bardzo prawdopodobne ,że znalazłam miłość życia ,a mój królewicz nie wie co tak naprawdę się dzieje. Miałam ochotę spojrzeć na niebo i krzyknąć : Przecież ja go kocham, spraw ,żeby mnie zauważył ! Wtedy ludzie uznaliby mnie za niezłą wariatkę. Zatonęłam w myślach o miłości. Widziałam nas idących przez park ,trzymających się za rękę, powiedziałam coś głupiego ,a on nazwał mnie swoim głuptasem, przytulił mocno i powiedział ,że kocha. Czy ta sytuacja byłaby spełnieniem moich marzeń ? To oczywiste ,że tak ,ale marzenia to marzenia. Ja wierzę w ich spełniane i tak szybko nie przestanę ...
___________________________________________________________
Powoli zbliżamy się do rozstrzygnięcia spotkania dwóch serc bijących w jednym rytmie.
Czy uda im się odnaleźć w codzienności ?
Tagi:
opowiadanie.
Wpatrywałam się w obraz przedstawiający chłopaka. Możliwe ,że mężczyznę ,którego moje serce ubóstwia. Patrzałam jak zmienia postawę co chwilę ,wiercąc się na huśtawce. Nie spuszczałam go z oczu. Postanowiłam włączyć radio i w rytmie muzyki wpatrywać się w najprzystojniejszego faceta na świecie ! Właśnie kończyła się piosenka Katy Perry. Po niej nastąpił utwór Jeams'a Blunt'a kocham jego piosenki. Akurat leciała ta ,którą znałam najbardziej. You're beautiful <33 Kiedy doszło do refrenu zaczęłam go śpiewać :
You're beautiful. You're beautiful.
You're beautiful, it's true.
I saw your face in a crowded place,
And I don't know what to do,
'Cause I'll never be with you.
Nawet nie zauważyłam kiedy chłopak obrócił głowę i zaczął patrzeć na mnie. Pewnie robił to od dłuższego czasu. Za to ja się niczym nie przejmowałam. Mógł mnie uznać za psychiczną przecież moje marzenia się nie spełniają. Krzyczałam coraz głośniej tekst piosenki wykonując przy tym dziwne gesty. A on wszystko obserwował. Dziwnie się z tym czułam kiedy skończyła się piosenka. Spojrzałam w jego stronę zaczerwieniona ,bo przecież jest zima. On już jednak na mnie nie patrzył. Schowałam się do środka i starannie zamknęłam okno. Zmusiłam się ,aby spojrzeć jeszcze raz ,ale już go nie było.
Poszłam do kuchni zrobić sobie ciepłą herbatę. Usłyszałam dzwonek. Chyba nie było cioci ,bo nie pobiegła do drzwi jak to miała w zwyczaju. Byłam zmuszona je otworzyć. Drzwi ledwo co się uchyliły a ja już wiedziałam kto za nimi stoi. Niebieskie oczy zdradzały wszystko.
- Zgaduję ,że to Twoje ?- władał poprawną polszczyzną jak prawie nikt. Wyciągnął rękę w moją stronę ,ujrzałam mój kochany naszyjnik. Chwyciłam go i czule przytuliłam ,zapominając o moim wybawcy. Nie zwróciłam też uwagi na mój ubiór i wygląd. To nic ,że stałam przez wielkim ciachem w różowiutkiej piżamie i kolorowych ciepłych kapcioszkach. To nic ,że moje włosy układały się we wszystkie strony ,a moje oczy były podkrążone. Nie myślałam o tym.
- Dziękuję bardzo. - powiedziałam czule i nie wiedziałam co zrobić dalej. - Wejdziesz ?
- Chciałbym ,ale mam inne zajęcia. - obrócił się na pięcie i poszedł w drugą stronę.
- Jasne ,nie ma sprawy - powiedziałam do siebie. Jego odmowa uraziła mnie jak nic innego. Przecież mogłam chociażby spytać o jego imię. Miałam tylko jedno pytanie ,a zniszczyłam je na taką błahostkę. Zamknęłam drzwi,bo poczułam chłód. Powędrowałam do salonu ,który był w odcieniu przyjaznym oku. Zielone zasłonki ,beżowe ściany, kominek a w nim płomień. Usadowiłam się na beżowej kanapie i wzdychałam za każdym razem ,gdy o nim pomyślałam. Zaczęłam się zastanawiać nad tym jak niesprawiedliwe jest życie. Możliwe ,że mam wszystko czego chcę ,ale miłość jest u mnie na pierwszym miejscu. To jej potrzebuję w tej chwili i do końca życia. To ona mnie napełni i już nigdy nie pozwoli bym upadła. To on !
"Straciłam szansę." - pomyślałam. A może w ogóle jej nie dostałam ? A może chciał mi pokazać w ten sposób ,że tak naprawdę nic dla niego nie znaczę ,że wcale nie chce być ze mną blisko.
Jego uśmiech wplątał się w moje myśli i nie potrafię się go pozbyć ...
_________________________________________________________
Więc chciałam podziękować wszystkim blogerką ,które mnie polecili.
Dziękuję WAM ! < 333
You're beautiful. You're beautiful.
You're beautiful, it's true.
I saw your face in a crowded place,
And I don't know what to do,
'Cause I'll never be with you.
Nawet nie zauważyłam kiedy chłopak obrócił głowę i zaczął patrzeć na mnie. Pewnie robił to od dłuższego czasu. Za to ja się niczym nie przejmowałam. Mógł mnie uznać za psychiczną przecież moje marzenia się nie spełniają. Krzyczałam coraz głośniej tekst piosenki wykonując przy tym dziwne gesty. A on wszystko obserwował. Dziwnie się z tym czułam kiedy skończyła się piosenka. Spojrzałam w jego stronę zaczerwieniona ,bo przecież jest zima. On już jednak na mnie nie patrzył. Schowałam się do środka i starannie zamknęłam okno. Zmusiłam się ,aby spojrzeć jeszcze raz ,ale już go nie było.
Poszłam do kuchni zrobić sobie ciepłą herbatę. Usłyszałam dzwonek. Chyba nie było cioci ,bo nie pobiegła do drzwi jak to miała w zwyczaju. Byłam zmuszona je otworzyć. Drzwi ledwo co się uchyliły a ja już wiedziałam kto za nimi stoi. Niebieskie oczy zdradzały wszystko.
- Zgaduję ,że to Twoje ?- władał poprawną polszczyzną jak prawie nikt. Wyciągnął rękę w moją stronę ,ujrzałam mój kochany naszyjnik. Chwyciłam go i czule przytuliłam ,zapominając o moim wybawcy. Nie zwróciłam też uwagi na mój ubiór i wygląd. To nic ,że stałam przez wielkim ciachem w różowiutkiej piżamie i kolorowych ciepłych kapcioszkach. To nic ,że moje włosy układały się we wszystkie strony ,a moje oczy były podkrążone. Nie myślałam o tym.
- Dziękuję bardzo. - powiedziałam czule i nie wiedziałam co zrobić dalej. - Wejdziesz ?
- Chciałbym ,ale mam inne zajęcia. - obrócił się na pięcie i poszedł w drugą stronę.
- Jasne ,nie ma sprawy - powiedziałam do siebie. Jego odmowa uraziła mnie jak nic innego. Przecież mogłam chociażby spytać o jego imię. Miałam tylko jedno pytanie ,a zniszczyłam je na taką błahostkę. Zamknęłam drzwi,bo poczułam chłód. Powędrowałam do salonu ,który był w odcieniu przyjaznym oku. Zielone zasłonki ,beżowe ściany, kominek a w nim płomień. Usadowiłam się na beżowej kanapie i wzdychałam za każdym razem ,gdy o nim pomyślałam. Zaczęłam się zastanawiać nad tym jak niesprawiedliwe jest życie. Możliwe ,że mam wszystko czego chcę ,ale miłość jest u mnie na pierwszym miejscu. To jej potrzebuję w tej chwili i do końca życia. To ona mnie napełni i już nigdy nie pozwoli bym upadła. To on !
"Straciłam szansę." - pomyślałam. A może w ogóle jej nie dostałam ? A może chciał mi pokazać w ten sposób ,że tak naprawdę nic dla niego nie znaczę ,że wcale nie chce być ze mną blisko.
Jego uśmiech wplątał się w moje myśli i nie potrafię się go pozbyć ...
_________________________________________________________
Więc chciałam podziękować wszystkim blogerką ,które mnie polecili.
Dziękuję WAM ! < 333
Tagi:
opowiadanie.
Biegnę przez piaszczystą pustynię. W zasięgu mojego wzroku jest tylko słońce. Nie wiem w którym kierunku iść. Boję się ,że to nie tędy droga. Chcę ,żeby ktoś wyznaczył mi drogę do lepszego życia - do szczęścia. Jestem sama na środku wielkiej piaskownicy i nie mogę nic zrobić. Siadam na gorącym piasku i zaczynam szlochać. Nagle przez moimi oczami ukazuje się ręka wyciągnięta w moim kierunku. Ocieram twarz od mokrych łez i podnoszę głowę. Promienia słońca mnie rażą ,ale ja zobaczyłam niebieską głębię jego oczu i nie czuję bólu ...
Obudziłam się w swoim łóżku żałując ,że nie mogłam przeżyć następnych chwil mojego snu. Nie pamiętałam wydarzeń wczorajszego dnia. Widziałam tylko jego niebieskie oczy. Wyraz jego twarzy, jego nie ogarniętą czuprynę.
"Stop ! Przestań ! Dziewczyno ! Opamiętaj się !"- skarciłam się w myślach i zaczęłam przygotowywać plan dzisiejszego dnia. Pierwszy raz żałuję ,że nie mam tutaj przyjaciół z którymi mogę wyjść. Jednej zaufanej przyjaciółki ,której mogę się zmierzyć. Moją przyjaciółką była Kasia ,ale zawiodła się na mnie. Wyjechałam do Warszawy. A ona mnie potrzebowała ,bo jej rodzice wzięli rozwód. Nie pomagam jej. Nie jestem prawdziwą przyjaciółką ...
- Klara ! Chodź na dół ! - zawołała mnie ciocia i zbiegłam po schodach.
- Dzieńdoberek ! - powiedziałam radośnie i usiadłam do śniadania.
Ciocia nic nie odpowiedziała tylko schyliła się nad szklanką kawy i zaczęła śpiewać jakąś piosenkę. Zjadłam swoje kanapki i czym prędzej popędziłam do swojego pokoju. Nie wiedziałam co będę robić ,ale byłam tak uradowana i roztargniona. Gdy wbiegłam do pokoju ,usiadłam na łóżku. Spojrzałam w okno i przyglądałam się widokowi ogródka. Na sąsiedniej działce siedział chłopak ,huśtając się. Obracał w rękach coś świecącego. Odruchowo chwyciłam naszyjnik na mojej szyi ,którego nigdy nie zdejmowałam. Nic, nie mogłam go wyczuć. Czy możliwe ,że to coś w rękach chłopaka należało do mnie ? Nie miałam odwagi ,żeby do niego pójść i powiedzieć ,że to moje. Poszłam do cioci.
- Ciociu , jak nazywa się ta rodzina co mieszka obok nas ?
- To rodzina z Ameryki nazywają się White - z wielkim trudem wymówiła to nazwisko.- sprowadzili się tu ponad 5 lat temu. A dlaczego pytasz ?
- To nieważne. Dziękuje. - pobiegłam z powrotem do pokoju. Otwarłam laptopa i na facebooku wyszukałam White- Warszawa. Niestety nikogo nie wyszukało. Uznałam ,że nic nie zdziałam.
Wystawiłam głowę za okno i spoglądałam na chłopaka. Ciekawe czy wiedział ,że mieszkam tak blisko ,że moje serce bije dla niego. Nie rozumiem tego ,że zakochałam się w tak krótkim czasie ,w ogóle go nie znając. Nie wiem jak się nazywa, co lubi i czy mnie zna ...
Obudziłam się w swoim łóżku żałując ,że nie mogłam przeżyć następnych chwil mojego snu. Nie pamiętałam wydarzeń wczorajszego dnia. Widziałam tylko jego niebieskie oczy. Wyraz jego twarzy, jego nie ogarniętą czuprynę.
"Stop ! Przestań ! Dziewczyno ! Opamiętaj się !"- skarciłam się w myślach i zaczęłam przygotowywać plan dzisiejszego dnia. Pierwszy raz żałuję ,że nie mam tutaj przyjaciół z którymi mogę wyjść. Jednej zaufanej przyjaciółki ,której mogę się zmierzyć. Moją przyjaciółką była Kasia ,ale zawiodła się na mnie. Wyjechałam do Warszawy. A ona mnie potrzebowała ,bo jej rodzice wzięli rozwód. Nie pomagam jej. Nie jestem prawdziwą przyjaciółką ...
- Klara ! Chodź na dół ! - zawołała mnie ciocia i zbiegłam po schodach.
- Dzieńdoberek ! - powiedziałam radośnie i usiadłam do śniadania.
Ciocia nic nie odpowiedziała tylko schyliła się nad szklanką kawy i zaczęła śpiewać jakąś piosenkę. Zjadłam swoje kanapki i czym prędzej popędziłam do swojego pokoju. Nie wiedziałam co będę robić ,ale byłam tak uradowana i roztargniona. Gdy wbiegłam do pokoju ,usiadłam na łóżku. Spojrzałam w okno i przyglądałam się widokowi ogródka. Na sąsiedniej działce siedział chłopak ,huśtając się. Obracał w rękach coś świecącego. Odruchowo chwyciłam naszyjnik na mojej szyi ,którego nigdy nie zdejmowałam. Nic, nie mogłam go wyczuć. Czy możliwe ,że to coś w rękach chłopaka należało do mnie ? Nie miałam odwagi ,żeby do niego pójść i powiedzieć ,że to moje. Poszłam do cioci.
- Ciociu , jak nazywa się ta rodzina co mieszka obok nas ?
- To rodzina z Ameryki nazywają się White - z wielkim trudem wymówiła to nazwisko.- sprowadzili się tu ponad 5 lat temu. A dlaczego pytasz ?
- To nieważne. Dziękuje. - pobiegłam z powrotem do pokoju. Otwarłam laptopa i na facebooku wyszukałam White- Warszawa. Niestety nikogo nie wyszukało. Uznałam ,że nic nie zdziałam.
Wystawiłam głowę za okno i spoglądałam na chłopaka. Ciekawe czy wiedział ,że mieszkam tak blisko ,że moje serce bije dla niego. Nie rozumiem tego ,że zakochałam się w tak krótkim czasie ,w ogóle go nie znając. Nie wiem jak się nazywa, co lubi i czy mnie zna ...
Tagi:
opowiadanie.
Pogoda tego dnia nie przypominała zimy. Gdybym nie znała się na kalendarzu powiedziałabym ,że to jesień. Liście leżały dosłownie wszędzie. Znudzony wiatr pchał je w każde strony co chwilę zmieniając kierunek. Chodnik był mokry od stopionego śniegu. Uważałam ,żeby się nie poślizgnąć. Na szczęście taka sytuacja nie miała miejsca.Zdecydowałam ,że najpierw zajrzę do biblioteki, bo była w zasięgu mojego wzroku.
Wielki budynek ogrodzony fioletowymi kwiatami. Zapewne miał już swoje lata. Widać ,że był remontowany. Przypominał mi Pałac Kultury. Blady odcień żółtego współgrał z kwiatami i zielonym trawnikiem. Nad wejściem widniał szyld "Biblioteka". Kiedy weszłam do środka zrobiło mi się zimno, lekki powiew wiatru przysporzył mi gęsiej skórki. W środku było mrocznie ,szare ściany i zero oświetlenia. Nieśmiało szłam długim korytarzem ,aż w końcu ukazały mi się drzwi z właściwym napisem. Wciągnęłam powietrze i weszłam do środka. Jakże się zdziwiłam kiedy zobaczyłam ,że w środku jest jasno. Wiele regały książek zasłaniały praktycznie wszystko. Podeszłam do biurka ,gdzie siedziała starsza kobieta miała około 30lat. Zaczęła mi się bacznie przyglądać.
- Dzień Dobry -zaczęłam grzecznie.
- Dzień Dobry, w czym mogę pomóc ? - podniosła głowę wyżej. Wtedy ujrzałam jej olbrzymią blizią pod okiem. Byłam ciekawa co też jej się stało ,ale nie chciałam też być nachalna.
- Szukam ulotek szkół. Czy ma pani coś takiego ?- próbowałam nie patrzeć na bliznę oszpecającą jej twarz ,ale można było jej przeoczyć.
- Tak ,tamten stół. - wskazała palcem na drugą część pomieszczenia w kolorze zielonym. nie było tam książek. Tylko krzesła i stoliki. Usiadłam do stolika i zaczęłam przeglądać ulotki. Szkoła muzyczna ,technikum, szkoły zawodowe. Jedna ulotka przykuła moją uwagę : Szkoła Twoich marzeń. Do zaoferowania mamy wybór przedmiotów ,prezentowanie swoich umiejętności, pływalnie i akademik. Spisałam numer ,który widniał na ulotce i skierowałam się do wyjścia.
- Dziękuję pani. - uśmiechnęłam się słodko i zmierzałam w kierunku drzwi. Kiedy miałam chwytać za klamkę niespodziewanie się otworzyły i dostałam w głowę. Poczułam ból i zachwiałam się, lecz nadal stałam. Złapałam się za głowę a próg przekroczył brunet o niebieskich oczach... Te oczy, wszędzie je poznam. W tym momencie serce zagrało mi marsz miłości. Radość jaka mnie ogarnęła nie miała granic. Gdyby on wiedział co się dzieje w moim sercu kiedy jest obok.
- Przepraszam bardzo !- zaczął panikować. - Nie chciałem w Ciebie uderzyć ,nie miałem pojęcia.
- Spokojnie ,nic mi nie jest. Oddałeś mi tylko, nie gniewam się.- minęłam go i czym prędzej pędziłam do wyjścia z tego budynku. Usiadłam na schodach i nie wiadomo czemu rozpłakałam się. Może dlatego ,że wiedziałam ,że jego niebieskie oczy nigdy nie będą moje ? Dlatego ,że ból głowy nie dawał mi spokoju ?
Postanowiłam jak najprędzej opuścić to miejsce. Zdecydowałam się na kawiarnie. Nie było do niej daleko ,zamówiłam mrożony jogurt o smaku maliny i usiadłam przy oknie. Zaczęłam się zastanawiać co by się stało gdybym nie uciekła z biblioteki. Może siedziałabym tu razem z nim i poznawała go. Dowiedziałabym się jak ma na imię i dostałby mój numer telefonu. Lekko westchnęłam. Może się kiedyś odnajdziemy. Może jesteśmy sobie przeznaczeni ...
____________________________________________________________
No i to już trzeci rozdział mojego niby pamiętnika.
Zdecydowałam ,że nie będę was szantażować tzn. komentarze= nowy rozdział.
W sumie nie mam kogo szantażować ,bo prawie nikt tego nie czyta.
Ale cieszę się móc pisać coś tak pięknego.
Pamiętnik zakochanej w ucieczce ! < 3
Wielki budynek ogrodzony fioletowymi kwiatami. Zapewne miał już swoje lata. Widać ,że był remontowany. Przypominał mi Pałac Kultury. Blady odcień żółtego współgrał z kwiatami i zielonym trawnikiem. Nad wejściem widniał szyld "Biblioteka". Kiedy weszłam do środka zrobiło mi się zimno, lekki powiew wiatru przysporzył mi gęsiej skórki. W środku było mrocznie ,szare ściany i zero oświetlenia. Nieśmiało szłam długim korytarzem ,aż w końcu ukazały mi się drzwi z właściwym napisem. Wciągnęłam powietrze i weszłam do środka. Jakże się zdziwiłam kiedy zobaczyłam ,że w środku jest jasno. Wiele regały książek zasłaniały praktycznie wszystko. Podeszłam do biurka ,gdzie siedziała starsza kobieta miała około 30lat. Zaczęła mi się bacznie przyglądać.
- Dzień Dobry -zaczęłam grzecznie.
- Dzień Dobry, w czym mogę pomóc ? - podniosła głowę wyżej. Wtedy ujrzałam jej olbrzymią blizią pod okiem. Byłam ciekawa co też jej się stało ,ale nie chciałam też być nachalna.
- Szukam ulotek szkół. Czy ma pani coś takiego ?- próbowałam nie patrzeć na bliznę oszpecającą jej twarz ,ale można było jej przeoczyć.
- Tak ,tamten stół. - wskazała palcem na drugą część pomieszczenia w kolorze zielonym. nie było tam książek. Tylko krzesła i stoliki. Usiadłam do stolika i zaczęłam przeglądać ulotki. Szkoła muzyczna ,technikum, szkoły zawodowe. Jedna ulotka przykuła moją uwagę : Szkoła Twoich marzeń. Do zaoferowania mamy wybór przedmiotów ,prezentowanie swoich umiejętności, pływalnie i akademik. Spisałam numer ,który widniał na ulotce i skierowałam się do wyjścia.
- Dziękuję pani. - uśmiechnęłam się słodko i zmierzałam w kierunku drzwi. Kiedy miałam chwytać za klamkę niespodziewanie się otworzyły i dostałam w głowę. Poczułam ból i zachwiałam się, lecz nadal stałam. Złapałam się za głowę a próg przekroczył brunet o niebieskich oczach... Te oczy, wszędzie je poznam. W tym momencie serce zagrało mi marsz miłości. Radość jaka mnie ogarnęła nie miała granic. Gdyby on wiedział co się dzieje w moim sercu kiedy jest obok.
- Przepraszam bardzo !- zaczął panikować. - Nie chciałem w Ciebie uderzyć ,nie miałem pojęcia.
- Spokojnie ,nic mi nie jest. Oddałeś mi tylko, nie gniewam się.- minęłam go i czym prędzej pędziłam do wyjścia z tego budynku. Usiadłam na schodach i nie wiadomo czemu rozpłakałam się. Może dlatego ,że wiedziałam ,że jego niebieskie oczy nigdy nie będą moje ? Dlatego ,że ból głowy nie dawał mi spokoju ?
Postanowiłam jak najprędzej opuścić to miejsce. Zdecydowałam się na kawiarnie. Nie było do niej daleko ,zamówiłam mrożony jogurt o smaku maliny i usiadłam przy oknie. Zaczęłam się zastanawiać co by się stało gdybym nie uciekła z biblioteki. Może siedziałabym tu razem z nim i poznawała go. Dowiedziałabym się jak ma na imię i dostałby mój numer telefonu. Lekko westchnęłam. Może się kiedyś odnajdziemy. Może jesteśmy sobie przeznaczeni ...
____________________________________________________________
No i to już trzeci rozdział mojego niby pamiętnika.
Zdecydowałam ,że nie będę was szantażować tzn. komentarze= nowy rozdział.
W sumie nie mam kogo szantażować ,bo prawie nikt tego nie czyta.
Ale cieszę się móc pisać coś tak pięknego.
Pamiętnik zakochanej w ucieczce ! < 3
Tagi:
opowiadanie.
Moja historia rozpoczyna się ponad dwa lata temu.
Był 3 grudnia ,wyjątkowo zimno na dworze. Pada śnieg ,a ja próbuję walczyć z wiatrem i naturą. Idę pod prąd przez zimową zawieruchę i myślę tylko o gorącej czekoladzie ,którą mogę wypić w domu obok kominka.
Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Całe miasto zostało ozdobione w kokardy i światełka. Na Rynku każde z drzew miało na sobie świecące lampki. Przechodząc obok przechodniów czułam tą atmosferę świąt. Każdy miał uśmiech na twarzy ,bo to okres radości i miłości. Czas dzielenia się z innymi.
Przechodząc przez pasy nie zauważyłam nadjeżdżającego auta. Wtedy przeleciało mi przez głowę tysiące myśli. Nie mogłam się ruszyć ze strachu. Odebrało mi mowę. Ktoś kto było obserwatorem tego zdarzenia mógł wywnioskować ,że proszę się o przejechanie.
W ostatniej sekundzie usłyszałam pisk obon. Maska samochodu była kilka milimetrów ode mnie. Wciąż sparaliżowana stałam na środku drogi.
- Czy Ty nie widzisz dziewczyno ?!- ktoś się do mnie odezwał zdenerwowanym głosem. Był to mężczyzna ,ale ja wciąż byłam w szoku. Chciałam skłonić moje kości do ruchu ,ale nie potrafiłam. W końcu mi się udało i obróciłam głowę w kierunku chłopaka.
Chociaż padał gęsty śnieg mogłam dostrzec jego niebieskie oczy. Zupełnie jak ocean - można by w nich zatonąć. Tak samo jak ja był opatulony w szal i ciepłą kurtkę ,ale jego głowy nie pokrywała czapka. Jego włosy powiewały na wietrze i układały się w coraz to bardziej dziwniejsze pozy. Raz opadały na czoło ,następnie ułożyły się w prawo ,lewo. Patrzałam na niego dosyć długo kiedy machnął mi ręką przed oczyma. Przez chwilę zapomniałam o świecie. Kiedy powróciłam byłam zdezorientowana.
- Słyszysz mnie ? Coś ci jest ?- odezwał się czuje i podszedł do mnie.
- Nie ,nic mi nie jest.- odpowiedziałam ochryple.
- Zawieść cię do domu? Widzę ,że jesteś w szoku.
- Przejdę się.- zamrugałam oczami i odeszłam.
Przez całą drogę do domu nie mogłam pojąć czemu zrobił na mnie ,aż takie wrażanie. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam czegoś takiego. Nigdy świat nie stanął mi przed oczyma ,nigdy nikt nie wydawał mi się aniołem.
Nie świadoma tego jak daleko zaszłam gubiąc się po drodze weszłam do sklepu z pamiątkami. W końcu trzeba coś kupić rodzicom. Jestem we Warszawie na feriach. Szukam odpowiedniej dla mnie szkoły. Jak na szesnastolatkę mam duże wymagania edukacyjne.
Wróciłam do domu po trzech godzinach. Ciocia w wujem siedzieli jak na szpilkach ,gdy weszłam do środka. Widać ,że mnie kochają jak własne dziecko. Okazują tyle serca ile się da.
- Gdzie Ty byłaś ?- dopytywała się ciocia. Nie powiem im o prawie wypadku ,bo do końca mojego pobytu tutaj mnie nie wypuszczą.
- Podziwiałam uroki Warszawy ciociu. - uśmiechnęłam się słodko i zniknęłam za drzwiami mojego pokoju.
Jest on koloru różowego połączonego z niebieskim. Jedna ściana tak ,druga tak. W tym pokoju czuję prawdziwą siebie. Dziwną dziewczynę ,która szuka swojego miejsca. Krótko mówiąc ten pokój mnie odzwierciedla.
Opadłam ze zmęczenia na łóżko i zaczęłam myśleć o niebieskich oczach. Czy jeszcze je kiedyś zobaczę. Nie wyglądał staro. Dałabym mu około dziewiętnastu lat. Przytuliłam się do poduszki i odpłynęłam.
Następnego dnia obudziłam się szybko. Był 4 grudnia. Przeczucie mówiło mi ,że coś się stanie, coś się wydarzy. Jednak ja często miewam przeczucia ,a prawie nigdy się nie spełniają. Spojrzałam w okno wychodzące na ogród cioci i zaniemówiłam. Nie było śladu śniegu ,wiał wiatr ciągnąc za sobą czubki drzew. Energicznie wstałam z łóżka i pobiegłam do kuchni. Cmoknęłam ciocię i wuja w poliko. Zabrałam sobie kanapkę i usiadłam do stołu ,gdzie czekała na mnie gorąca kawa.
- Więc co zamierzasz dzisiaj robić ?- zapytała ciocia.
- Jest dosyć ładnie na dworze. Ubiorę się ciepło i pójdę do centrum poczytać ulotki szkół. Może a nuż znajdę coś dla siebie. - uśmiechnęłam się radośnie i poszłam w kierunku łazienki. Rozczesałam moje długie, brązowe włosy ,umyłam się i poszłam wybrać ubrania. Otworzyłam szafę i zdecydowałam się na czarne spodnie a do tego sweterek w kolorze zielonym ,a pod nim biała bluzka ,do tego biszkoptowe buty emu, kurtka i oczywiście czapka nie zapominając o szaliku. Byłam gotowa do wyjścia ,a nie spodziewałam się ,że to właśnie dziś będę miała rację i faktycznie coś się wydarzy ...
____________________________________________________________
Tak bardzo mi się podoba ta historia ,którą tworzę w głowie ,a pokazuje wam.
Jestem dumna z tego bloga.
Jakie jest wasze zdanie ?
Co byście zrobili ,gdyby miłość waszego życia przeszła wam przed oczami. ?
Był 3 grudnia ,wyjątkowo zimno na dworze. Pada śnieg ,a ja próbuję walczyć z wiatrem i naturą. Idę pod prąd przez zimową zawieruchę i myślę tylko o gorącej czekoladzie ,którą mogę wypić w domu obok kominka.
Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Całe miasto zostało ozdobione w kokardy i światełka. Na Rynku każde z drzew miało na sobie świecące lampki. Przechodząc obok przechodniów czułam tą atmosferę świąt. Każdy miał uśmiech na twarzy ,bo to okres radości i miłości. Czas dzielenia się z innymi.
Przechodząc przez pasy nie zauważyłam nadjeżdżającego auta. Wtedy przeleciało mi przez głowę tysiące myśli. Nie mogłam się ruszyć ze strachu. Odebrało mi mowę. Ktoś kto było obserwatorem tego zdarzenia mógł wywnioskować ,że proszę się o przejechanie.
W ostatniej sekundzie usłyszałam pisk obon. Maska samochodu była kilka milimetrów ode mnie. Wciąż sparaliżowana stałam na środku drogi.
- Czy Ty nie widzisz dziewczyno ?!- ktoś się do mnie odezwał zdenerwowanym głosem. Był to mężczyzna ,ale ja wciąż byłam w szoku. Chciałam skłonić moje kości do ruchu ,ale nie potrafiłam. W końcu mi się udało i obróciłam głowę w kierunku chłopaka.
Chociaż padał gęsty śnieg mogłam dostrzec jego niebieskie oczy. Zupełnie jak ocean - można by w nich zatonąć. Tak samo jak ja był opatulony w szal i ciepłą kurtkę ,ale jego głowy nie pokrywała czapka. Jego włosy powiewały na wietrze i układały się w coraz to bardziej dziwniejsze pozy. Raz opadały na czoło ,następnie ułożyły się w prawo ,lewo. Patrzałam na niego dosyć długo kiedy machnął mi ręką przed oczyma. Przez chwilę zapomniałam o świecie. Kiedy powróciłam byłam zdezorientowana.
- Słyszysz mnie ? Coś ci jest ?- odezwał się czuje i podszedł do mnie.
- Nie ,nic mi nie jest.- odpowiedziałam ochryple.
- Zawieść cię do domu? Widzę ,że jesteś w szoku.
- Przejdę się.- zamrugałam oczami i odeszłam.
Przez całą drogę do domu nie mogłam pojąć czemu zrobił na mnie ,aż takie wrażanie. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam czegoś takiego. Nigdy świat nie stanął mi przed oczyma ,nigdy nikt nie wydawał mi się aniołem.
Nie świadoma tego jak daleko zaszłam gubiąc się po drodze weszłam do sklepu z pamiątkami. W końcu trzeba coś kupić rodzicom. Jestem we Warszawie na feriach. Szukam odpowiedniej dla mnie szkoły. Jak na szesnastolatkę mam duże wymagania edukacyjne.
Wróciłam do domu po trzech godzinach. Ciocia w wujem siedzieli jak na szpilkach ,gdy weszłam do środka. Widać ,że mnie kochają jak własne dziecko. Okazują tyle serca ile się da.
- Gdzie Ty byłaś ?- dopytywała się ciocia. Nie powiem im o prawie wypadku ,bo do końca mojego pobytu tutaj mnie nie wypuszczą.
- Podziwiałam uroki Warszawy ciociu. - uśmiechnęłam się słodko i zniknęłam za drzwiami mojego pokoju.
Jest on koloru różowego połączonego z niebieskim. Jedna ściana tak ,druga tak. W tym pokoju czuję prawdziwą siebie. Dziwną dziewczynę ,która szuka swojego miejsca. Krótko mówiąc ten pokój mnie odzwierciedla.
Opadłam ze zmęczenia na łóżko i zaczęłam myśleć o niebieskich oczach. Czy jeszcze je kiedyś zobaczę. Nie wyglądał staro. Dałabym mu około dziewiętnastu lat. Przytuliłam się do poduszki i odpłynęłam.
Następnego dnia obudziłam się szybko. Był 4 grudnia. Przeczucie mówiło mi ,że coś się stanie, coś się wydarzy. Jednak ja często miewam przeczucia ,a prawie nigdy się nie spełniają. Spojrzałam w okno wychodzące na ogród cioci i zaniemówiłam. Nie było śladu śniegu ,wiał wiatr ciągnąc za sobą czubki drzew. Energicznie wstałam z łóżka i pobiegłam do kuchni. Cmoknęłam ciocię i wuja w poliko. Zabrałam sobie kanapkę i usiadłam do stołu ,gdzie czekała na mnie gorąca kawa.
- Więc co zamierzasz dzisiaj robić ?- zapytała ciocia.
- Jest dosyć ładnie na dworze. Ubiorę się ciepło i pójdę do centrum poczytać ulotki szkół. Może a nuż znajdę coś dla siebie. - uśmiechnęłam się radośnie i poszłam w kierunku łazienki. Rozczesałam moje długie, brązowe włosy ,umyłam się i poszłam wybrać ubrania. Otworzyłam szafę i zdecydowałam się na czarne spodnie a do tego sweterek w kolorze zielonym ,a pod nim biała bluzka ,do tego biszkoptowe buty emu, kurtka i oczywiście czapka nie zapominając o szaliku. Byłam gotowa do wyjścia ,a nie spodziewałam się ,że to właśnie dziś będę miała rację i faktycznie coś się wydarzy ...
____________________________________________________________
Tak bardzo mi się podoba ta historia ,którą tworzę w głowie ,a pokazuje wam.
Jestem dumna z tego bloga.
Jakie jest wasze zdanie ?
Co byście zrobili ,gdyby miłość waszego życia przeszła wam przed oczami. ?
Tagi:
opowiadanie.
Szłam piaszczystą drogą. Szlochałam i czułam jak opadam z sił. Jak moje serce powoli rozpada się na miliony kawałków.
Minęłam jeziora ,a woda w nich falowała pod wpływem wiatru. Panowała cisza przerywana jedynie dzwonieniem mojej bransoletki. Nie słyszysz nic poza swoimi myślami i szumem lekkich fal. Wtedy najbardziej czujesz ,że potrzebujesz bliskości drugiej osoby. Kogoś kto jest dla ciebie wsparciem w każdej życiowej decyzji. Przejdzie z tobą przez każdy zarywający się mos i poda ci rękę ,gdy upadasz. Bez takiej osoby nie da się żyć ,wszystko wydaje się smutne.
Upadasz .... A teraz nie ma już osoby ,która trzymała cię jak grawitacja.
Kiedy się zakochujesz świat nabiera sensu, widzisz tylko dobre strony ,każdej z chwil. Radosne oczy osoby ,którą kochasz dodają ci siły. Przez łzy widzisz kochającą cię twarz pełną zrozumienia i pociechy. Pragniesz ,aby codziennie nawiedzał cię tak piękny sen jak ubiegłej nocy.
Piaszczysta plaża, rozgwieżdżone niebo, pełnia księżyca i ten jeden człowiek ,który trzyma twoje szczęście w swoim sercu. Słyszysz szum fal obijających się o skały, opierasz głowię na ramieniu ukochanego i zaczynasz rozumieć jak bardzo jesteś szczęśliwa. Próbujesz to pojąć ,ale twój stan jest czymś wykraczającym poza granice szczęścia i miłości. Spoglądasz na osobę obok Ciebie ,jest ona tak sama zafascynowana waszą miłością jak ty.
Gorszą sytuacją jest brak kochającej osoby. Wtedy nie rozumiesz jak cenne jest wszystko co masz. Dom, rodzina, przyszłość …
Ja straciłam swoją miłość, jest mi ciężko ,ale wiem ,że teraz też jest obok mnie. Uśmiecha się każdego dnia i pokazuje mi to co lepsze. Spędziliśmy razem dwa lata. W naszym związku było wiele kłótni, złych słów, czasami nawet myśleliśmy o zerwaniu. Wtedy nie wiedzieliśmy ,że to przyjdzie samo. Bóg zabierze jedno z nas już na zawsze. Mieliśmy więcej czasu na pożegnanie się, byliśmy świadomi tego ,że nie pozostało nam wiele czasu. Przez ostatnie pół roku wszyscy mnie wspierali i pocieszali. A jednak doświadczałam więcej cierpienia niż kiedykolwiek. Pogodzenie się z myślą ,że go już nie ma było czymś najtrudniejszym na świecie. Już nigdy nie wpadniesz w te ciepłe ramiona, już nigdy ta sama osoba nie powie ci kocham cię. Nie usłyszysz jego śmiechu i żartów. Pozostały wspomnienia ,które nigdy nie wyblakną.
W sercu należy nosić to co jest dla ciebie najcenniejsze.
W moim sercu od pewnego czasu króluje pustka. Co dzień przychodzę na miejsce naszego spotkania. Siadam na ławce i cały czas mam nadzieję ,że jednak nadejdziesz z którejś strony i mocno mnie przytulisz mówiąc ,że już zawsze będziemy razem.
Tym miejscem jest park. Dróżka wysypana piaskiem ,z obu stron krawężniki. Nasza ławka była schowana pośród drzew. Gałęzie płaczącej wierzby opadały na ziemię i tworzyły zasłonę. To właśnie tam wyryłeś nasze inicjały w sercu. To tam pocałowaliśmy się po raz pierwszy i dzięki temu miejscu tak bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Przy każdym naszym spotkaniu dochodziło do małej sprzeczki i chwili ciszy ,ale potem śmiało się do mnie przytulałeś i powtarzałeś jak bardzo mnie kochasz i ,że nigdy nie zostawisz.
Miałeś rację ,zostawiłeś mnie tylko ciałem. Twoja dusza jest nadal obok mnie. To właśnie dzięki twojemu duchowemu wsparciu jeszcze nie zwariowałam ,dzięki tobie nadal żyję.
Nie przypuszczałam ,że spotka mnie w życiu coś tak cudownego jak jego obecność. Pozostaję mu dłużna. Dał mi tyle szczęścia każdego dnia. Byłam szczęśliwa wiedząc ,że oddychamy tym samym powietrzem ,że jesteśmy obok siebie ,że to się nigdy nie zmieni...
____________________________________________________________
Ten blog jest tak jakby pamiętnikiem.
opisywana w nim historia jest moim wymysłem.
myślę ,że będzie wam się podobać ,bo wkładam w nią dużo serca i czasu...
Minęłam jeziora ,a woda w nich falowała pod wpływem wiatru. Panowała cisza przerywana jedynie dzwonieniem mojej bransoletki. Nie słyszysz nic poza swoimi myślami i szumem lekkich fal. Wtedy najbardziej czujesz ,że potrzebujesz bliskości drugiej osoby. Kogoś kto jest dla ciebie wsparciem w każdej życiowej decyzji. Przejdzie z tobą przez każdy zarywający się mos i poda ci rękę ,gdy upadasz. Bez takiej osoby nie da się żyć ,wszystko wydaje się smutne.
Upadasz .... A teraz nie ma już osoby ,która trzymała cię jak grawitacja.
Kiedy się zakochujesz świat nabiera sensu, widzisz tylko dobre strony ,każdej z chwil. Radosne oczy osoby ,którą kochasz dodają ci siły. Przez łzy widzisz kochającą cię twarz pełną zrozumienia i pociechy. Pragniesz ,aby codziennie nawiedzał cię tak piękny sen jak ubiegłej nocy.
Piaszczysta plaża, rozgwieżdżone niebo, pełnia księżyca i ten jeden człowiek ,który trzyma twoje szczęście w swoim sercu. Słyszysz szum fal obijających się o skały, opierasz głowię na ramieniu ukochanego i zaczynasz rozumieć jak bardzo jesteś szczęśliwa. Próbujesz to pojąć ,ale twój stan jest czymś wykraczającym poza granice szczęścia i miłości. Spoglądasz na osobę obok Ciebie ,jest ona tak sama zafascynowana waszą miłością jak ty.
Gorszą sytuacją jest brak kochającej osoby. Wtedy nie rozumiesz jak cenne jest wszystko co masz. Dom, rodzina, przyszłość …
Ja straciłam swoją miłość, jest mi ciężko ,ale wiem ,że teraz też jest obok mnie. Uśmiecha się każdego dnia i pokazuje mi to co lepsze. Spędziliśmy razem dwa lata. W naszym związku było wiele kłótni, złych słów, czasami nawet myśleliśmy o zerwaniu. Wtedy nie wiedzieliśmy ,że to przyjdzie samo. Bóg zabierze jedno z nas już na zawsze. Mieliśmy więcej czasu na pożegnanie się, byliśmy świadomi tego ,że nie pozostało nam wiele czasu. Przez ostatnie pół roku wszyscy mnie wspierali i pocieszali. A jednak doświadczałam więcej cierpienia niż kiedykolwiek. Pogodzenie się z myślą ,że go już nie ma było czymś najtrudniejszym na świecie. Już nigdy nie wpadniesz w te ciepłe ramiona, już nigdy ta sama osoba nie powie ci kocham cię. Nie usłyszysz jego śmiechu i żartów. Pozostały wspomnienia ,które nigdy nie wyblakną.
W sercu należy nosić to co jest dla ciebie najcenniejsze.
W moim sercu od pewnego czasu króluje pustka. Co dzień przychodzę na miejsce naszego spotkania. Siadam na ławce i cały czas mam nadzieję ,że jednak nadejdziesz z którejś strony i mocno mnie przytulisz mówiąc ,że już zawsze będziemy razem.
Tym miejscem jest park. Dróżka wysypana piaskiem ,z obu stron krawężniki. Nasza ławka była schowana pośród drzew. Gałęzie płaczącej wierzby opadały na ziemię i tworzyły zasłonę. To właśnie tam wyryłeś nasze inicjały w sercu. To tam pocałowaliśmy się po raz pierwszy i dzięki temu miejscu tak bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Przy każdym naszym spotkaniu dochodziło do małej sprzeczki i chwili ciszy ,ale potem śmiało się do mnie przytulałeś i powtarzałeś jak bardzo mnie kochasz i ,że nigdy nie zostawisz.
Miałeś rację ,zostawiłeś mnie tylko ciałem. Twoja dusza jest nadal obok mnie. To właśnie dzięki twojemu duchowemu wsparciu jeszcze nie zwariowałam ,dzięki tobie nadal żyję.
Nie przypuszczałam ,że spotka mnie w życiu coś tak cudownego jak jego obecność. Pozostaję mu dłużna. Dał mi tyle szczęścia każdego dnia. Byłam szczęśliwa wiedząc ,że oddychamy tym samym powietrzem ,że jesteśmy obok siebie ,że to się nigdy nie zmieni...
____________________________________________________________
Ten blog jest tak jakby pamiętnikiem.
opisywana w nim historia jest moim wymysłem.
myślę ,że będzie wam się podobać ,bo wkładam w nią dużo serca i czasu...
Tagi:
opowiadanie.


